Program radiowy o kolumbijskiej muzyce

Radio Bandolitis
W www.ewakulak.com i www.bandolitis.com wpadliśmy na pewien ciekawy pomysł. Już od kilku dni na stronie „Bandolitis” działa wirtualne radio, które nadaje codziennie, 24 godziny na dobę kolumbijską muzykę andyjską. „Candelaria Stereo” – pierwsza kolumbijska, muzyczna stacja radiowa jest jednym z tych utopijnych projektów, jakich podjęliśmy się z Mario na naszych stronach internetowych. Mimo wszystko bardzo w niego wierzymy i mamy nadzieję, że nam się w pełni powiedzie. Wszystko po to, aby promować Kolumbię.   

Radio BandolitisPocząwszy od tego momentu, przy każdym wejściu na stronę www.ewakulak.com w jej dolnej części znajdziesz moduł, który wskaże Ci tytuł słuchanego w danej chwili utworu i pozwoli posłuchać rytmów: bambucos, torbellinos, guabinas, chotís, pasillos, danzas, które proponujemy przez 24 godziny na dobę.

Moja propozycja jest następująca. Począwszy od września 2005 r., w każdą niedzielę w południe (12°°, godzina kolumbijska) i o 19°° (godzina polska) zaproszę wszystkich moich czytelników na muzyczne spotkanie z kolumbijskim folklorem.

RadioMiędzy 19°° i 20°° wieczorem (godzina polska) zaprezentuję piętnaście specjalnie wybranych, muzycznych tematów, z bogatego repertuaru andyjskiej muzyki kolumbijskiej, urozmaiconych wprowadzeniami i komentarzami do poszczególnych utworów, abyśmy każdego dnia osłuchali się ze wspaniałą muzyką, która tworzy kolujmbijską kulturę. Transmisje odbywać się będą na żywo z Candelarii (Kolumbia) w języku polskim. W tym samym czasie słuchacze będą mieli możliwość skontaktowania się ze mną poprzez zainstalowany na stronie chat, przesyłać komentarze, pozdrowienia, itd. 

Wszyscy są mile widziani. Czekam na Was począwszy od pierwszej niedzieli miesiąca września, czyli 04.09.2005.

Niech żyje muzyka kolumbijska!   

Podwójne nazwiska

Mama

MamaW naszej europejskiej świadomości utarło się przekonanie, że Hiszpanie i Latynosi są z natury machos. Z własnego doświadczenia wiem, że prawda jest zupełnie inna. Miałam okazję mieszkać przez rok w Hiszpanii i kolejne dwa lata w Kolumbii i każdego dnia upewniam się, że to Polacy są machistami, a przede wszystkim, co prawdopodobnie zdziwi wiele osób, polskie kobiety, tzw. matki Polki, które pracują, gotują, zmywają, czyszczą, piorą, prasują, opiekują się dziećmi, podczas gdy pan domu czyta gazetę pijąc przygotowaną przez żonę kawkę albo odpoczywa w wygodnych kapciach wykończony po trudnym dniu pracy, oglądając telewizję.

Jednym y przykładów latynoskiego nie machismo są dwa nazwiska, które otrzymują hiszpańskojęzyczne dzieci. Jeżeli mama nazywa się Amanda Hurtado Toro a tata Lizardo Carvajal Rodríguez, dziecko przyjmuje pierwsze nazwiska rodziców, tak jak pokazuje to poniższy schemat:

Lizardo Amanda
Carvajal Rodríguez Hurtado Toro
| |
—————————-
|
Mario Carvajal Hurtado

Dziecko otrzymuje zawsze obydwa nazwiska: taty (pojawia się na pierwszym miejscu) i mamy, której nazwisko pojawia się jako drugie. W ten sposób dzieci zachowują widoczny ślad, wskazujący na to, skąd pochodzą i kim są ich rodzice. Dzięki temu zwyczajowi w momencie urodzenia nie traci się tożsamości matki, jak zdarza się to w krajach europejskich, a jej nazwisko przedłuża się o kolejne pokolenie.

Sierpień – miesiąc latawcy

Sierpniowy latawiec

Kiedy trzy lata temu rozmawialiśmy przez telefon z Hiszpanii, Mario zapytał mnie, czy w Europie sierpień również określany był jako miesiąc latawcy. Ze względu na dwuznaczność słowa cometa (el cometa ‘latawiec’ i la cometa ‘kometa’) pomyślałam, że Mario mówił o meterorytach i w mojej przesadnie romantycznej głowie narysowałam niezliczone ilości spadających jak jesienne liście gwiazd, które oświetlały cały kraj swoimi skrzącymi ogonami.

Sierpniowy latawiecKiedy wreszcze przybyłam do Kolumbii w sierpniu, zdałam sobie sprawę, że Mario mówił o innych kometach – papierowych latawcach z długimi i kolorowymi kitami, które tańczyły w silnych powiewach tropikalnego, zimowego wiatru.

Mimo że sierpień w Bogocie jest miesiącem zimnym, szarym i raczej nudnym, weekendy zamieniają się w prawdziwą ferię barw związaną ze zwyczajem puszczania latawców.

W niedziele, największa strefa zieleni, jaką jest Park Simona Boliwara, wypełnia się rodzinami z dziećmi, młodymi parami i grupami przyjaciół, które przynoszą ze sobą latawce, aby wznosić je na bogotańskim niebie.

SierpienMy również skorzystaliśmy z tego zwyczaju i zaprosiliśmy do niedzielnej zabawy Dianę i Jaime. Niebo nas parkiem nakrapiane było kolorowymi punktami, które przy każdym powiewie wiatru zmieniały swoje położenie. Kiedy zaczęło mocno wiać, nie puściliśmy latawca na czas, bo zajęci byliśmy jedzeniem pieczonej kukurydzy i różowej waty cukrowej. Potem było już za późno i latawiec nie chciał się unosić. Biegaliśmy z nim i biegaliśmy, próbując wiele razy i obserwując żarłocznymi oczyma rozbudzonych w nas dzieci inne latawce, tam na górze, aż do czerwonego i zimowego zmierzchu.

Ekstremalny sport na Wzgórzu San Antonio (Cali)

Kaplica San Antonio

Kaplica San AntonioDawno już nie bawiłam się tak dobrze jak w poprzednią sobotę na Wzgórzu San Antonio w Cali. San Antonio to najbardziej tradycyjna dzielnica Sułtanki Doliny, jak zwykło się określać miasto Santiago de Cali, która bardzo przypomina moją ukochaną Candelarię. Jest kolonialna, andyjska i położona na stoku góry. Jej szczyt wieńczy piękny, biały kościół, najstarszy w Cali, kaplica San Antonio.

San AntonioWzgórze jest bardzo romantyczne, gęsto porośnięte drzewami, między którymi przebiegają brukowane ścieżki. Tutaj, w sobotnie noce gromadzą się baśniarze, którzy przekazują mieszkańcom Cali historie o otaczającym nas świecie. Tutaj spotykają się zakochani; tutaj puszcza się latawce; tutaj w Dniu Chrześniaka kupuje się słynne macetas (lizaki). Tutaj rozkładają swoje złote kramy sprzedawczynie pieczonej kukurydzy. W barach na wzgórzu spróbować można gastronomicznych specjałów Cali: las marranitas (świnki, czyli smażone kawałki boczku owinięte tłuczonym platanem) i el champús.

San Antonio zawsze wydawało mi się śliczne, ale od ubiegłej soboty podoba mi się jeszcze bardziej. Powód? Otóż w sobotę Mario zaprosił mnie do spróbowania ekstremalnego sportu, którego nigdy w życiu nie miałam okazji praktykować, a mianowicie: skrzynek.

Skrzynki są zielone i plastikowe. W ich środku umieszczona jest poduszka, aby nie obić sobie pośladków. Za jednyne 1000 pesos (mniej więcej 1,50 złotych), tyle kosztuje wiele zjazdów, jak poinformował nas chłopak obsługujący zabawę, wchodzi się z wypożyczoną skrzynką na małą i bardzo śliską górkę i kiedy jest się już na szczycie, siada się w skrzynce i zjeżdża z ogromną szybkością. Na dole, w celu uniknięcia rozbicia głowy ułożono opony, które chronią przed upadkiem i zderzeniem z kamiennym murkiem, który otacza kaplicę.

Zjazd jest niesamowity. To coś podobnego do długiej zjeżdzalni na krytym basenie lub kolejki w wesołym miasteczku. Najpierw trzeba odepchnąć się odrobinę stopami, ale już po chwili skrzynka zaczyna osiągać dużą szybkość, szczególnie na zakręcie…

To bardzo łatwa zabawa, która daje ogromną przyjemnoścć i radość i udowadnia, że w życiu nie tylko ważne są rzeczy drogie i że najczęściej to, co proste i nieskomplikowane jest gwarantem najpiękniejszego uśmiechu.

Muzyczny talent Kolumbijczyków

Colombia

Colombia„Idę, idę
Z gitarą przewieszoną na ramieniu
Pod niebem, o którym nie wiadomo,
Czy jest wyższe czy bardziej okrągłe.”

/„Piosenka wagabundy”
Gustavo Adolfo Renjifo/

Kolumbia posiada wiele talentów, a jej różnorodność muzyczna jest ogromna. Ten stan rzeczy można bardzo łatwo potwierdzić, uczestnicząc w jednym z licznych tutaj festiwali, które odbywają się we wszystkich regionach kraju i we wszystkich miesiącach w roku.

Jednym z takich muzyczno-poetyckich miejsc jest Sevilla – miasteczko leżące na granicy dwóch kolumbijskich regionów: kawowego i doliny rzeki Cauca. O jej mieszkańcach mówi się, że są paisas (osoby z Antioquii) z Doliny. Być może położenie geograficzne sprawia, że miejsce to wydaje się być tym wymarzonym do pozostania w nim na dłużej z powodu: klimatu, gościnności ludzi, serdeczności, kawy i krajobrazu… Valle del Cauca to kraina zabaw, fiesty i muzyki; Region Kawy to ziemia ludzi otwartych i pracowitych, którym nie brak ochoty i pomysłów…

ColombiaTo swoiste połączenie charakterów sprawia, że do Sevilli wszyscy przybywają z ogromną radością, aby raz do roku wziąć udział w muzycznym wydarzeniu, jakim jest „Festiwal Bandola”. Oczywiście obowiązkowym miejscem odpoczynku jest najbardziej tradycyjna kawiarnia w mieście – „Vesubio” („Wezuwjusz”), miejsce pełne stołów bilardowych. Tutaj przychodzi się porozmawiać, albo po prostu pobyć z innymi i spędzić miłą chwilę. Tutaj serwuje się pyszną, gorącą café pintado (kawę z mlekiem w kolumbijskiej wersji języka hiszpańskiego pomalowaną), która szybko rozgrzewa zmarznięte o tej porze ciało, ale umysły pozostają gorące i roztańczone w takt rytmów dochodzących z pobliskiej sceny.

Usiedliśmy między dziesiątkami największych artystów kolumbijskiego folkloru, którzy podobnie jak my degustowali pyszną kawę i słuchali melodii: bambucos, pasillos, torbellinos, guabinas, currulaos z regionu Oceanu Spokojnego, rytmów, które ukazują, że są oni autentyczni i oryginalni w swojej ogromnej różnorodności kulturowej, regionalnej i etnicznej.

Festiwal Bandola – 10 lat muzyki na wietrze

Bandola

„Bandola to spotkanie
w Sevilli odbywa się koncert,
na placu Zgody karnawał uścisków.
W każdej piosence splata się historia
i chęć rozpalenia snów przez nowe społeczeństwa,
w świetle głosów cichnie strach.”

/„Czas festiwalu” (Bambuco) Martha Elena Hoyos/

BandolaPoprzedni weekend spędziliśmy na 10º edycji Festiwalu Bandola w Sevilli, Valle del Cauca. Przy zapachu śpiewów i kawy tym razem festiwal poświęcony został kobietom. Trzydniowy (piątek, sobota i niedziela) program artystyczny stał się hołdem, składanym andyjskiej bogini wiatru, muzyce i poezji. Występy solistów i zespołów muzycznych ze wszystkich regionów kraju nawiązywały do śpiewającej muzy, która zamieszkuje kolumbijskie doliny, rzeki i wzgórza i która dmucha swoim muzycznym oddechem po niebie Sevilli.

Festiwal BandolaW niedzielę, 14 sierpnia, w Odeonie, znajdującym się na centralnym placu miasta – Placu Zgody odbył się wyjątkowy koncert, którego bohaterkami były wyłącznie kobiety: twórzynie marzeń, motyle, córki Słońca, rozśpiewane ptaki… Tego dnia zaproszono cztery wyjątkowo utalentowane wokalistki: Luz Niyireth, Ruth María Castañeda, Lilián Salazar i Liliana Montes.

Motyl  z SevilliTen weekend pełen kolorów i papierowych motyli, dźwięków bandoli, tiple, gitary, fletu i całej gamy kolumbijskich instrumentów autochtonicznych zmienił miasto Sevilla w ogromną muzyczną scenę. Sevilla przeżyła swój dziesiąty festiwal z takim samym zapałem jak zawsze, pozwalając nam po raz kolejny zagłębić się w kolumbijskim folklorze.

Dziś – dwa lata później

Dwa lata temu

Dwa lata temu

Dzisiaj, dwa lata później dotarłam na bogotańskie lotnisko z Cali, sama… Dokładnie taka sama sytuacja miała miejsce dwa lata temu, o tej samej godzinie, kiedy na lotnisko w Bogocie przyjechał z Cali Mario, również sam, z gitarą przewieszoną na ramieniu i małą czerwoną walizeczką, tą samą, którą dzisiaj miałam przy sobie ja.

O tej porze „słońce świeci delikatnie, powietrze jest czyste, a na niebie nie ma chmur […] Kiedy to się działo, nasza radość zapamiętywana była przez pamięć i śniona przez marzenia”. /Eduardo Galeano/

Dokładnie dwa lata temu, w sobotę 16 sierpnia 2003 r. spotkaliśmy się z Mario po raz pierwszy na żywo. To było niesamowite uczucie zobaczyć osobę, która już od jakiegoś czasu była moim bardzo bliskim przyjacielem, tutaj, w tym miejscu, które dwadzieścia cztery miesiące temu zdecydowaliśmy dzielić. Był to jeden z tych momentów w życiu, których nigdy się nie zapomina, chwila pełna słońca, ciszy i ogromnej radości, która nie opuszcza nas do dzisiaj.

Dzisiaj, dwa lata później, wspominam dzień 16 sierpnia, miesiąca latawców i wiem, że decyzja, jaką wtedy podjęłam była jedną z tych przemyślanych i odpowiedzialnych, dlatego że w tym życiu „najważniejsze to śmiać się […] I śmiać się razem”. /Eduardo Galeano/

Czekam na Ciebie o 20°° z kieliszkiem Martini.

Teraz

Przepiórki w płatkach róży (Como agua para chocolate)

Como agua para chocolate

„Como agua para chocolate” znaczy jak gotująca woda, którą wlewa się do czekolady, czyli w meksykańskiej wersji języka hiszpańskiego być o krok od wybuchu: złości lub namiętności.

Como agua para chocolateFilm ten wyreżyserowany przez meksykańskiego aktora – Alfonso Arau, jest adaptacją powieści pod tym samym tytułem, której autorką jest Laura Esquivel. Osobiście uważam, iż zarówno książka jak i film są doskonałe. Mój pisemny egzemplarz mam pokreślony i popodkreślany, w wielu miejscach opatrzony wykrzyknikami, a podręczny kalendarz, w którym notuję wszystkie zadania i obowiązki zapełniony jest cytatami z tej książki, jak na przykład ten:

„W tym momencie zrozumiała doskonale, co musi czuć ciasto na pączki, kiedy wrzuca się je do rozgrzanego tłuszczu. Uczucie gorąca, które oblało ją od stóp do głów, było tak sugestywne, że obawiała się, czy za chwilę nie wyskoczą jej na całym ciele – na twarzy, na brzuchu, na sercu, na piersiach – pęcherzyki, jak na smażących się pączkach”.

Esquivel i Arau udało się przekazać na kinowym ekranie historię miłości w formie rodzinnej sagi, która miesza elementy melodramatu i komedii zwyczajowej z realizmem magicznym. Wszystko to za pośrednictwem kuchni jako metafory uczuć bohaterów i miejsca kobiecej ucieczki i kryjówki.

Akcja filmu rozgrywa się na przełomie XIX i XX wieku, blisko Rewolucji Meksykańskiej. Główną bohaterką jest Tita.

„Podobno Tita była tak wrażliwa, że będąc jeszcze w brzuchu mojej prababki, płakała i płakała, kiedy ta kroiła cebulę; płakała tak głośno, że Nacha, kucharka, która była trochę przygłucha, słyszała jej płacz zupełnie wyraźnie. Pewnego dnia te łkania były tak gwałtowne, że przyspieszyły poród. Moja prababka nawet słowa nie zdążyła powiedzieć. Tita przyszła na świat przedwcześnie, na kuchennym stole, wśród zapachów zupy makaronowej, która się właśnie gotowała, tymianku, liści laurowych, kolendry, ciepłego mleka, czosnku i, oczywiście, cebuli. […] Nacha opowiadała, ze Tita została dosłownie wypchnięta na ten padół przez potężną falę łez, która rozlała się po stole i po kuchennej podłodze”.

Como agua para chocolateMeksykańska tradycja mówi, iż najmłodsza córka nie może wyjść za mąż, gdyż jej obowiązkiem jest opieka nad matką aż do chwili jej śmierci. Tradycję tę wcielono również w życie w tradycyjnym domu Mamy Eleny De la Garza, która zmusiła swoją najmłodszą córkę – Titę, do rezygnacji z własnego życia. Tita nie mogła poślubić ukochanego mężczyzny – Pedra. Aby być blisko swej kochanej, Pedro postanowił przyjąć propozycję Mamy Eleny i ożenić się z siostrą Tity – Rosaurą. W jego opinii tylko w ten sposób mógł być blisko swej ukochanej.

W krótkim czasie Tita stała sią główną kucharką na ranchu, gdyż:

„była ostatnim ogniwem łancucha kucharek, które od epoki przedhiszpańskiej przekazywały kuchenne sekrety z pokolenia na pokolenie i uważana była za najlepszą reprezentantkę tej wspaniałej sztuki – sztuki kulinarnej”.

Za pośrednictwem przygotowywanych przez przez siebie potraw, Tita przekazywała stan swojej duszy, uczucia, emocje i marzenia, mieszając:

„przyjemność życia z jedzeniem. Jako osobie, która znała życie z perspektywy kuchni, nie było jej łatwo zrozumieć świata zewnętrznego”.

„Przepiórki w płatkach róży” to słodki i magiczny film, który mówi o miłości, tradycji, namiętności i różnych sposobach komunikacji. I jak mówi jedna z moich koleżanek: „z jednej strony wali się życie, a czekoladę do picia i tak trzeba przygotować”.

Gorąca czekolada budzi namiętności

Spolecznosci prekolumbijskie

„Jeśli dobrze rozumiem, czekolada nie jest kwestią moralną”
Vianne Rocher „Czekolada”

Spolecznosci prekolumbijskie Na przestrzeni wieków wielokrotnie dyskutowane było pochodzenie słowa czekolada, które wydaje się mieć dwa prawdopodobne korzenie. Jeden z nich odnosi się do języka náhuatl (region środkowo-zachodniego Meksyku) xococ, który oznacza ‘kwaśny’ i átl ‘woda’. Inna możliwość to słowo pochodzące z języka Majów (południe i południowy- wschód Meksyku), w którym chokolhaa oznacza dosłownie ‘płyn lub gorący napój’.

Od najdawniejszych czasów kakao używane było w Ameryce ¦rodkowej jako jednostka monetarna. Jego ogromna wartość wynikała z trudności w uprawie kakaowca. Jego owoce były trudno osiągalne i bardzo drogie, toteż na jego spożycie mogła sobie pozwolić wyłącznie klasa rządząca. Społeczeństwa prekolumbijskie przygotowywały czekoladę dodając do wrzącej wody ziarna kakao i mieszając napój z mąką kukurydzianą, wanilią, spożywaną już w tamtych czasach i miodem.

Według azteckiej legendy, bóg Quetzacoatl był ogrodnikiem raju, w którym uprawiał cacahuaquahilt, drzewo dające wigor i szczęście. Z jego nasion przygotowywało się czekoladę, będącą napojem zarezerwowanym dla książąt. Ponieważ Aztecy nie znali cukru, przygotowywali ten rajski napój z dodatkiem przyprawy zwanej chili.

KakaoMajowie wierzyli, że owoce kakaowca posiadają magiczną moc, a czekoladowy napój symbolizował dla nich krew. Dlatego właśnie kapłani używali go do swoich rytuałów, religijnych ceremonii i uzdrawiania. Kakao uważane było za lek przeciw gorączce, kaszlowi oraz bólom i złemu samopoczuciu podczas ciąży. Czekoladę uznawano poza tym za doskonały afrodyzjak i środek zwalczający węże.

Historia opowiada, że cesarz aztecki – Moctezuma podał ten wyjątkowy, spieniony i gorący napój składający się z: kakao, zmielonej kukurydzy, wanilii, pieprzu, guindilla (turecki pieprz) i innych przypraw Hernanowi Cortés i jego żołnierzom, kiedy ci przybyli podbić Meksyk.

Nieco później zakonnice z Oaxaca (Meksyk) odkryły, iż mieszając kakao z cukrem i cynamonem, a także z anyżem otrzymywało się doskonały rezutat. W ten sposób fama czekolady jako napoju o magicznych właściwościach dotarła do Europy, gdzie w XVIII wieku zaczęto otwierać jakże popularne aktualnie cholaterías. W Anglii, król Karol II próbował je zamykać, twierdząc, że są one szkółkami uwodzenia; we Francji, władze również sprzeciwiały się, uważając że czekolada jest niebezpiecznym narkotykiem.

Dzisiaj ja chciałabym zaproponować Wam filiżankę mojej własnej, gorącej czekolady, przygotowywanej według sekretnego przepisu Majów pochodzącego od Vianne Rocher (Juliette Binoche) z filmu „Czekolada”; przepisu ponad 1000-letniego, który rozgrzewa krew, budzi namiętności i wywołuje gniew kościoła katolickiego – afrodyzjakowa czekolada z chili z Candelarii .

Samochód (El carro)

Samochod

SamochodJakiś czas temu kupiliśmy z Mario DVD z kolumbijskim filmem sławnego tutaj scenarzysty – Dago García, z roku 2003 zatytułowanym „Samochód”. Mimo, że taśma nie przedstawia wielkich rzeczy, udało jej się wiernie ukazać codzienność kolumbijskiego społeczeństwa, stając się tym samym najbardziej udanym kinowym portretem kolumbijskiej klasy średniej.

Akcja filmu rozgrywa się w jednej z popularnych dzielnic miasta Bogoty, w której mieszka typowa rodzina reprezentująca klasę średnią – państwo Vélez. Do tej chwili jako środka komunikacji miejskiej używali oni wyłącznie transportu publicznego. Dzięki zbiegowi okoliczności z dnia na dzień stali się właścicielami samochodu i wkroczyli do ekskluzywnego klubu zmotoryzowanych. Wydarzenie to zmieniło ich sposób życia i relacje między poszczególnymi członkami rodziny.

ChevyWspólnie z bohaterami stajemy sią świadkami tego wyjątkowego wydarzenia, bardzo dowcipnie opowiedzianego, jakim jest zakup czerwonego, starego Chevy od momentu jego pojawienia się w domu aż do smutnego dnia pożegnania. Samochód staje się centrum codziennych czynności i życia całej rodzny. W nim śpi się, uczy i je. Dla niego przygotowuje się pokój na parterze domu, w którym wcześniej mieszkała jedna z córek.

„Samochód” opowiada epizody o charakterze domowym i zwyczajowym jego bohaterów, a w przedłużeniu całego kraju. Znajdziemy tutaj chrakterystyczne momenty w życiu każdego Kolumbijczyka: piętnaste urodziny, Boże Narodzenie, loterie, poszukiwanie i zbiórka pieniędzy na zakup wyśnionego samochodu, ślubny posag żony schowany na edukację dzieci, zakup Matki Boskiej del Carmen ze światełkiem w środku, która chronić ma pojazd przed kradzieżą i wszelkim złem, jakie spotkać go może na kolumbijskich drogach, yincana (święto, podczas którego przebiera się samochody), chrzest pojazdu, jego kradzież, itd.

Jak mówi scenarzysta, film ten w dowcipny sposób odkrywa narodowy cyrk, ograniczając go do jednej ulicy, jednej rodziny i jednego samochodu, na podstawie których pokazuje się światu kryzys, dumę narodową, zalety i nędzę zarówno ekonomiczną jak i duchową kolumbijskiego społeczeństwa. W komedii tej Kolumbijczycy znaleźć mogą dobry humor i przyjrzeć się w lustrze, ponieważ jest to najlepsze antydotum przeciw chaosowi, zdesperowaniu i stresowi codziennego życia.