Fumigacje – środowiskowy atak na Amazonię

Fumigacje

FumigacjeKolumbia jest jedynym krajem na świecie, w którym przeprowadzajne są na wielką skalę fumigacje herbicydami (w szczególności zaś glifosatem). Akcje te realizowane są przez kolumbijski rząd w ramach programu „Plan Kolumbia”, wspieranego przez Stany Zjednoczone. Waszyngton przeznacza rocznie na ten program, który posiada obecnie 15 samolotów do fumigacji i wiele bojowych helikopterów, 17 milionów dolarów. Władza przekonuje, że powietrzne fumigacje herbicydami są jedynym sposobem pozwalającym na kontrolowanie wzrastającej z każdym dniem produkcji koki i maku. Krytycy twierdzą, że niszczy to środowisko.

Mimo protestów, petycji i wyroków sądowych nic ani nikt wydaje się nie móc powtrzymać tego procesu. ¯ołnierze twierdzą, że w misji wykorzeniania plantacji za pomocą wysoce rozwiniętej techniki (satelity) nie ma miejsca na pomyłkę. Efekty fumigacjiW każdym razie w zeszłym roku holenderskie czasopismo „NRC Handelsblad” zaskoczyło świat strasznymi zdjęciami pochodzącymi z indiańskiego rezerwatu w departamencie Putumayo w Kolumbii (Amazonia), Aponte, na podstawie których ukazano choroby, będące efektem fumigacji na tym terenie. Aponte nie jest sektorem, w którym produkuje się kokę; to część rezerwatu charakteryzującego się roślinnością lasu pierwotnego. Mimo tego, wojskowe samoloty dalej zatruwają puszczę, źródła rzek i miejsca zaopatrzenia w wodę całej populacji żyjącej na tym terenie.

Niektóre z podstawowych symptomów, które pojawiają się wśród ludzi bezpośrednio dotkniętych fumigacjami to: zawroty głowy, wymioty, bóle brzucha, kaszel, biegunka, pocenie, łzawienie, słabość, podwyższone ciśnienie, niewydolność oddechowa i w poważnych przypadkach: konwulsje i śpiączka.

Efekty fumigacjiUżycie środków chemicznych powoduje szkody w środowisku naturalnym, niszczy plantacje: kawy, kakao, kukurydzy, ryżu i juki, pozostawia odłogiem ogromne połacie ziemi, powoduje skażenie wody i powietrza, wpływając tym samym na śmierć zwierząt i ptaków. Inną konsekwencją są nieuniknione migracje mieszkańców departamentów: Putumayo, Cesar, Caquetá, Guaviare i Północnego Santander, stref, w których realizowane są akcje „Planu Kolumbia”.

Deklaracje rolników mieszkających na dotkniętych fumigacjami terenach, wskazują na ich negatywne rezultaty, które jednak minimalizowane są przez kolumbijski rząd.

Okręg Aguablanca i Juanchito

Afrokolumbijczyk

AfrokolumbijczykJestem Murzynem Lorenzo!
[…] czarnym, czarnym.
Nocą z duszą.
Uśpiony bęben u mojej piersi.
Czuję ból ognia,
czerwone serce w środku,
czarne serce na zewnątrz.
Serce cień Białego.
Tak, mam zbuntowane włosy,
mam zbuntowane ręce…

Kolumbijska populacja murzyńska, nazywana również afrokolumbijską, złożona jest z potomków afrykańskich niewolników przywiezionych do Ameryki począwszy od cuasów Konkwisty, w XVI wieku. Europejscy konkwistadorzy wprowadzili tym samym na kontynencie amerykańskim tanią siłę roboczą używaną na plantacjach: bawełny, ryżu, trzciny cukrowej, tytoniu, itd.

Aktualnie największa część tej populacji skupia się w ciepłych regionach kraju, w terenach puszczy lub na brzegach rzek. W departamencie Valle del Cauca kolumbijscy Afrykańczycy zamieszkują okręg Aguablanca. Obok Siloé, Aguablanca jest najbiedniejszą dzielnicą Cali, rozciągającą się w niekontrolowany sposób na północy miasta.

AguablancaPrzejeżdżając tamtędy napotkamy niekończącą się linię domków zbudowanych z desek, kartonów i kawałków bambusa; mieszkań znajdujących się w prawdziwej ruinie, w których żyje około 500 tysięcy Afrokolujmbijczyków, którzy w znacznej większości uciekli od biedy i wojny toczącej się na kolumbijskim wybrzeżu Pacyfiku w ostatnich 20 latach. Szczury i węże spotkamy tu wszędzie. Powodzie z powodu bliskości rzeki nawiedzają ten teren bardzo często, szerzy się malaria i febra. Bezrobocie w niektórych częściach Aguablanca dochodzi do 70 %. Pozostali mieszkańcy zbierają piasek z dna rzeki i śmieci.

Okręg Aguablanca dla niektórych caleños (mieszkańcy Cali) jest miejscem niebezpiecznym, które w ciągu tygodnia jest im bardzo odległe. Przyjeżdżają do Aguablanca tylko w weekendy. Po przekroczeniu linii krzaków marakui i trzciny pojawia się most i jak mówią słowa piosenki:

Most z tamtej strony: Juanchito
Most z tamtej strony: Cali

JuanchitoTutaj, po drugiej stronie rzeki, która przepływa przez Aguablanca, zaczyna się największa strefa dyskotek w całym regionie i najbardziej salsowe miejsce w Kolumbii – Juanchito, który nie zamyka swoich tanecznych parkietów nawet w Wielki Piątek. Kiedy w Cali zamykane są lokale, caleños kontynuują rumbę (tak określa się w Kolumbii imprezę) w dyskotekach Juanchito, aż do momentu kiedy pozwala im na to ich ciało. Tutaj usłyszeć można najwspanialsze rytmy salsy, merengue i vallenatos. Przed laty Juanchito kojarzyło się ze skromnymi platformami skleconymi z desek, które służyły Afrokolumbijczykom za parkiet do tańca. Teraz Juanchito jest tzw. danzódromo, w którym tańczy się do białego rana podobnie jak w filmach.

Targi rękodzieła w Cali

Rekodzielnictwo

RekodzielnictwoW pierwszych dniach maja na placu do korridy znajdującym się po drugiej stronie Ulicy Piątej, naprzeciwko Cosmocentro w Cali zorganizowane zostały targi rękodzielnictwa, na których zgromadzili się i pokazali swoje wyroby producenci pochodzący ze wszystkich regionów Kolumbii.

Tego wieczoru wspólnie z Verą, Abril i Mario wybraliśmy się na rozpoznanie i podziwianie tych artykułów. Szczególnie podobały nam się:

– torebki, buty, paski i sombreros vueltiaos produkowane z caña flecha

Sandalki z ca?a flecha– ręcznie tkane przez kobiety (głowy rodzin) z indiańskiego plemienia Wayú plecaki

– poncha z naturalnej wełny i szale ozdobione koralikami, które mocno zawiązane w pasie służyć mogą również za krótkie i bardzo seksowne bluzeczki

– fryzy z Potosí przypominające obrazy wykonane w rzeźbionym drewnie i malowane na bazie naturalnych barwników

Rekodzielniczy dzbanek– naczynia z totumo i kokosu ze srebrnymi elementami, ładnie wykończone, oryginalne i eleganckie

– bransoletki, kolczyki i naszyjniki pochodzące z Amazonii i plecione z kolorowych koralików w niesamowitych kolorach i formach.

Na zakończenie naszego spaceru zdecydowaliśmy spróbować słodkich deserów, w jakich wyspecjalizowali się mieszkańcy poszczególnych, kolumbijskich regionów. Z buziami o smaku kokosowego manjaru wróciliśmy do domu pełni wrażeń związanych z rękodzielniczym bogactwem Kolumbijczyków, jego różnorodnością, zdolnościami i talentem, który pozwala im łączyć elementy tradycyjne z potrzebami estetycznymi współczesnego społeczeństwa.

Ulica Piąta i sprzedawczyni chontaduro

Cali

CaliPrzechodząc ulicami dzielnicy znanej jako San Fernando w Cali, spotkałam się z ciszą, ciszą niesamowicie cichą, jeśli wziąć pod uwagę godzinę: 11 ºº rano. Wokół mnie ogromne ilości egzotycznych roślin: palm, krzaków, kwiatów… Zwróciłam szczególną uwagę na pewną fioletową roślinę, którą moja babcia z wielką uwagą i poświęceniem hodowała w jednej z doniczek na balkonie swojego domu w Poniecu. Tutaj roślinka ta rosła na kilku centymentrach kwadratowych suchej ziemi między korzeniami ceiby. W tropiku wszystko rośnie jak szalone. Z każdej strony wysypuje się świeża i intensywna zieleń. Każda szczelina chodnika stara się zademonstrować swoją siłę, chęć do życia i wzrostu.

Zeszłam do sławnej Ulicy Piątej, nucąc słowa piosenki, którą usłyszałam w autobusie przemierzając miasto Santiago de Cali:

Jeśli przechodzisz przez Ulicę Piątą,
przemierzasz moje Cali.

Na rogu spotkałam ją. Tę samą kobietę co zawsze. Odkąd przyjechałam do Cali po raz pierwszy w listopadzie 2003 r., była tutaj, siedząc na małym, drewnianym krzesełku, z zieloną miską na kolanach pełną chontaduro: jedne obrane, inne w skórkach. Ta mniej więcej sześćdziesięcioletnia kobieta, o murzyńskiej krwi i mocno kręconych włosach każdego dnia bardzo wcześnie rano siada w tym miejscu, przygotowuje swoje stanowisko pracy i sprzedaje najpopularniejszy, tutejszy smak: afrodyzjak Cali.

Tym razem, po pięciu miesiącach od mojej ostatniej wizyty w tym mieście, widzę ją zmienioną, jakby dodano jej wielu lat. Jej włosy, wcześniej czarne i błyszczące, posiwiały, a zmęczona twarz ubrała się w zmarszczki. ¯ycie upływa szybko, jak przejeżdzające po Ulicy Piątej autobusy Linii Biało – Czarnej, a ona siada na swoim krzesełku, z zieloną miską na kolanach, każdego dnia bardziej przygarbiona i bardziej siwa.

Tropikalna burza

Tropikalna burza

W uścisku hamaku podziwialiśmy
silną ulewę naszego tropiku.
Tego popołudnia z nieba padała również
Twoja niebiańska twarz,
pierwsze urodziny daleko od Twoich rodziców […]
Deszcz pada dalej, a błyskawice
wydają się przypominać, jak oślepia nas czasami
blask naszego szczęścia.

/Claudio Gómez, „Błyskawice”/

Obudził mnie stukot padających kropli deszczu, które z niewiarygodną siłą uderzały o blaszany daszek nad tarasem. Była to jedna z tych tropikalnych burz, jakże różnych od tych, które znam. Krople były ogromne i ciężkie, wypełnione wodą.

Tropikalna burzaDeszcz pada tutaj bardzo gwałtownie, jak tyko padać może w okresie zimy w tropiku. Burza przychodzi z nienacka, w środku słonecznego dnia, kiedy nikt się jej nie spodziewa. Pada, aby odświeżyć, aby zmusić mech do zazielenienia kamieni, aby umyć ulice i zmyć czerwony kurz.

Burza jest intensywna, ale krótka. Trwa z reguły kilka minut i moczy od stóp do głów wszystko, co napotka na swojej drodze: sprzedawczynię awokado; grupę dzieci wracających ze szkoły w identycznych mundurkach; chłopca, który wyprowadza na spacer psy w drogiej i ekskluzywnej dzielnicy; sprzedawcę „minut komórkowych” (fenomen osób, które stają na rogach ulic i oferują w bardzo niskich cenach rozmowy telefoniczne); sprzedawczynię papierosów na sztuki, gum do żucia i panelitas (słodycze przypominające polskie „krówki”). Pada, aby sprzedawca parasoli miał okazję do sprzedania swoich produktów.

A po tropikalnej burzy zawsze przychodzi Słońce, również tropikalne, które w ciągu kilku minut osusza ulice i wszystko wraca do normy.

Międzynarodowe Targi Książki w Bogocie

Miedzynarodowe Targi Ksiazki w Bogocie

Miedzynarodowe Targi Ksiazki w BogocieW całej Ameryce Południowej nie ma tak wielkiego i tak ważnego wydarzenia kulturalnego i przemysłowego, jakim są Międzynarodowe Targi Książki w Bogocie. Od momentu ich stworzenia w 1988 r. inicjatywa ta pobudza rozwój wydawniczy i jest motorem czytelnictwa, promocji i rozprowadzania książek w Kolumbii i na terenie sąsiednich rynków hispanojęzycznych. Międzynarodowe Targi Książki w Bogocie to najważniejsze wydarzenie czytelnicze w Ameryce £acińskiej obok: Buenos Aires (Argentyna) i Guadalajary (Meksyk).

Akcja ta, organizowana przez Ministerstwo Kultury i Kolumbijską Izbę Książki, przeznaczona jest dla wszystkich zainteresowanych: autorów, czytelników narodowych i międzynarodowych, intelektualistów, przyjaciół książki czy osób poszukujących określonych pozycji… Każdego roku targi stają się największą księgarnią Kolumbii, miejscem magicznym, gdzie każdy może znaleźć coś dla siebie.

W tym roku zaproszonym krajem były Chiny, które zaprezentowały około 1000 książek przetłumaczonych na wiele języków, łącznie z kolekcją latynoamerykańskich dzieł przetłumaczonych na język chiński. W programie targów znalazły się również wydarzenia kulturalne, prezentacje muzyczne, taneczne, malarskie i fotograficzne, projekcje filmów i degustacje dań kuchni chińskiej.

Złożony został hołd dziełu „Don Kiszot”, Miguela Cervantesa, który obchodził 400 lat swojej pierwszej publikacji oraz uczczona została dwusetna rocznica urodzin duńskiego pisarza, Hansa Christiana Andersena, autora bajek: „Ołowiany żołnierzyk”, „Królowa śniegu”, „Księżniczka na ziarnku grochu”.

Na TargachMimo, że według danych Kolubia jest pierwszym, andyjskim eksporterem książek, jest również krajem, który sam czyta niewiele. Zgodnie ze statystykami opublikowanymi przez Ministerstwo Kultury, ponad 40 % Kolumbijczyków w wieku pracowniczym nie czyta, 70 % uczniów czyta bez zrozumienia, a około 300 z 1500 gmin kraju nie posiada bibliotek. ¦rednio w Kolumbii czyta się 0,5 książki rocznie. Odnotowuje się również ogromną przepaść między lekcjami literatury w drogich szkołach, gdzie biblioteki tworzą korzystny klimat sprzyjający lekturze i ubogimi szkołami publicznymi, w których nauczyciele zarabiają bardzo mało, a dzieci przychodzą do szkoły nie tylko bez podręczników, ale głodne, bez śniadania.

Międzynarodowe Targi Książki w Bogocie w liczbach:

13145 m2 wystaw
528 wystawców
400000 zwiedzających
100000 wystawionych tytułów
400 wydarzeń kulturalnych
1300 warsztatów dla dzieci i młodzieży

Dzień Matki

Mama

Dla mojej mamy, Anny Wujek:

Dziękuję za danie mi korzeni i skrzydeł i pokazanie mi, czym jest świat:

Mama

Diego nie znał morza. Jego tata […] postanowił mu je pokazać. Pojechali na południe. Ono, morze, było tam daleko, za wydmami i czekało.

Kiedy chłopiec i jego tata dotarli wreszcie po długim marszu do piaskowych szczytów, morze ukazało się ich oczom. I ogrom morza i jego blask były tak niewiarygodne, że chłopiec widząc je, zaniemówił.

I kiedy w końcu odzyskał głos, drżąc i jąkając się, poprosił swojego tatę:
– Pomóż mi patrzeć!

/Eduardo Galeano „Funkcja sztuki”/1/

Pochodzenie Dnia Matki związane jest z obchodami wiosny w antycznej Grecji organizowanymi ku czci bogini Rhea, matki: Neptuna, Jupitera i Plutona. Rzymianie upamiętniali natomiast podczas trzech dni zabawy swoją boginię matkę: Cybele. Przed Konwistą, cywilizacje Ameryki £acińskiej także oddawały hołd macierzyństwu, w szczególności zaś azteckiej bogini: Coyolxauhqui lub Maztli, przedstawianej w formie księżyca.

Po drugiej stronie Oceanu, Celtowie dziękowali bogini Brygidzie za pierwsze, wiosenne mleko. W XVII wieku Anglia zaczęła celebrować Niedzielę służenia Matce. Z tej okazji przygotowywano specjalny placek, mothering cake, podobny do ciastka wypełnionego owocami, który podawano na podwieczorek ze słodkim daniem ze zboża: furmety.

W Kolumbii Dzień Matki obchodzony jest oficjalnie w drugą niedzielę miesiąca maja, ale w rzeczywistości uroczystości przeciągają się prawie do trzech tygodni, trwając aż do końca miesiąca. W kolumbijskich domach dzieci i ojcowie ofiarują kobietom (mamom, babciom, siostrom, ciociom) kwiaty i ubrania, po czym zawożą je do domów handlowych na wspólny obiad. Tego dnia jest prawie niemożliwe znalezienie wolnego stolika w kawiarniach i restauracjach. Wszędzie siedzą ładnie ubrane i świeżo uczesane panie z bukietami kwiatów na kolanach, rozkoszując się swoim świętem. Szczęśliwe? Szczerze mówiąc, nie jestem przekonana…

Dzień Matki stał się obecnie w Kolumbii wydarzeniem handlowym. Supermarkety robią co możliwe, aby przyciągnąć jak największą liczbę klientów i zwiększyć w tych dniach sprzedaż swoich towarów. Obchody tracą swoją pierwotną naturalność i spontaniczność. Zwyczajem stało się już kupowanie prezentu na ostatnią minutę, „aby źle nie wypaść”. Brakuje w tym wszystkim serdeczności, miłości, szczerego dziękuję i chwili czasu; bez kwiatów, czekoladek i prezentów typu: ekspress do kawy, mikser czy garnek do gotowania ryżu.