Szmaragdy

Szmaragdy

SzmaragdyKolumbia, obok kawy, kojarzy się przeciętnemu turyście ze szmaragdami, zwanymi tutaj ´esmeraldas´. Ostrozielone i przykłuwające wzrok kamienie (silicato berilio aluminico), są towarem bardzo pożądanym na świecie, a miejsc ich wydobycia jest niewiele.

W Kolumbii spotkamy najdroższe i najszlachetniejsze ze szmaragdów, wartościowsze niż te spotykane w Brazylii i Zambii. Największe kopalnie tego kruszcu znajdują się na północy i na północnym wschodzie Bogoty i zwane są kopalniami: Chivor i Muzo. Jakość „esmeraldy” zależy od jej koloru (im bardziej zielony, bez odcienia niebieskiego, ani żółtego, tym cenniejszy) i błysku.

Znam w Bogocie takie miejsce, plac w pobliżu „Muzeum Złota”, na którym codziennie gromadzą się sprzedawcy szmaragdów. Ich znakiem rozpoznawczym są czarne skórzane kurtki i jeansowe spodnie. Niby rozmawiają (cały dzień), plotkują, ale naprawdę, obserwując ich z bliska, w ciągu kilku minut wytrawne oko zauważy, że z kieszeni wyjmują białe koperty, w których zawinięte są kamienie.

Tak właśnie wygląda prawdziwy, latynoski, czarny rynek.

Droga do Palmiry

Trzcina

TrzcinaZapiski z podróży – Palmira, Valle del Cauca

Droga do Palmiry to jedno z milszych wrażeń, jakich doświadczyłam w ostatnich dniach.
Powietrze przesycone jest słodką wonią cukru, a cała trasa porośnięta jest soczystozieloną trzciną cukrową przywiezoną do Ameryki w 1541 r. Zresztą, klimat doliny rzeki Cauca sprzyja uprawie tej rośliny.

Widok z okna pędzącego autobusu przypomina mi krajobraz Kuby. Po prawej i lewej stronie drogi ciągną się plantacje trzciny. Aż po horyzont. Pejzaż jest piękny, zielony i świeży, ale obserwując te tysiące i tysiące hektarów pól porośniętych trzciną, zaczynam sią zastanawiać, co pozostanie z tej pięknej doliny za kilka lat?  Jak wyglądał będzie krajobraz, widziany oczami pokoleń, które pojawią się tu po nas? Jak zakończy się historia tego zielonego regionu, w którym uparto się przy uprawie tylko jednego gatunku roślin? ¿Czy warto zniszczyć ziemię jedną uprawą, która z każdym rokiem bardziej ją wysusza?

Dworzec autobusowy

Dworzec

DworzecZapiski z podróży – Cali, Valle del Cauca

Znajduję się właśnie w miejscu prawdziwie szalonym. Pierwszą rzeczą, jaką należy uczynić w celu uniknięcia choroby psychicznej i oczopląsu, jest zaakceptowanie sytuacji. Ja zawsze staram się tak reagować i zapewniam, że to najlepsze rozwiązanie.

Na kolumbijskim dworcu coś takiego jak rozkład jazdy autobusów nie istnieje. Kierowcy przekrzykują się jeden przez drugiego, wykrzykując nazwy miast, do jakich podążają. Normą stało się już zapewnianie pasażerów, którzy zamierzają zakupić bilety, że wyjazd nastąpi za pięć minut. Zawsze jest to pięć minut, niezależnie czy przyjdzie nam czekać moment, pół godziny lub jeszcze dłużej. Autobus musi się zapełnić. Wtedy dopiero może wyruszyć.

Pasażerowie krzyczą, domagają się zwrotu pieniędzy, obrażają kierowcę, itd. Kiedy pojazd jest już pełen i po długim postoju wreszcie rusza, pomocnik kierowcy staje na schodach autobusu i przez otwarte drzwi zwołuje kolejnych klientów, których spotkać można w przeróżnych miejscach na trasie przejazdu.

Jazda latynoskim autobusem to prawdziwa przygoda i możliwość dogłębnej obserwacji mentalności przeciętnego Kolumbijczyka.

Białe Miasto – Popayan

Popayan

PopayanZapiski z podróży – Popayán, Cauca

Popayán – kolonialne, białe miasto ze złotymi szyldami, które błyszczą w zachodzącym świetle. Mekka kolumbijskiej arystokracji. To jednocześnie bardzo romantyczne, andyjskie miasteczko, pełne historii i tradycji.

Spacerując pośród otynkowanych na biało budynków, z których każdy posiada piękne i obszerne patio, i świątyń, których jest tu sporo (szacuje się, że co 150 metrów jedna), mam wrażenie, że przeniosłam się do czasów Konkwisty i Królów Katolickich. Te białe budynki widziane w zamglonym świetle poranka, wydają się być jakieś nierzeczywiste, jakby z innego, nie znanego nam świata.

Nocujemy na centralnym placu miasta, w olbrzymiej rezydencji z niezliczoną ilością schodów i okien okalających tonące w kwiatach patio. To miejsce to „Domostwo Wicekróla”. Zasypiamy przy otwartym oknie, przez które obserwujemy oświetlone, białe budynki Katedry i Ratusza, okalające centralny plac miasta. Pokój jest ogromny, składa się z dwóch pomieszczeń, oddzielonych szklano-drewnianymi drzwiami i posiada trzy balkony. Zasypiam, zasłuchana w szept historii i pamięć o osobach, które były tu przede mną.

 

Dojrzałe chontaduro

Chontaduro

ChontaduroZapiski z podróży – Cali, Valle del Cauca

Prócz salsy, która stała się znakiem rozpoznawczym Cali, wykreowując miasto na światową stolicę tego gatunku muzyki, Cali to przede wszystkim bardzo sympatyczni ludzie, którzy korzystają z życia bez umiaru i we wszystkich jego aspektach, zawsze kierując się horacjańskim stwierdzeniem „Carpe diem”. Cali to jednak również miasto pysznego jedzenia, charakterystycznego dla mieszkańców tego tropikalnego regionu. Typowe potrawy zachwycają smakiem, gdyż łączą w sobie tradycje kulinarne: Indian, Hiszpanów i czarnych niewolników.

Zacznijmy od dwóch gatunków chleba: pandebono, to specjalność wyrabiana z mąki z juki i sera; pandeyuca zaś, jak wskazuje nazwa, produkowany jest z uprawianej tutaj juki i jest pusty w środku. W Cali jest takie miejsce, gdzie pandeyuca serwowany jest z napojem zwanym avena. Jest to zimny, mleczny płyn przygotowany na bazie płatków owsianych i skondensowanego mleka.

Najbardziej charakterystyczna zupa Cali to: sancocho, przypominający nasz rosół z kury, ale z dodatkiem kukurydzy w kolbach, juki, ziemniaków i specjalnego, dużego gatunku platana, zwanego hartón, ze sporą dawką nieużywanej przez nas przyprawy zwanej kolendrą (cilantro). Inną, znaną zupą, typową dla Bogoty, jest ajiaco – przyrządzona na bazie przyprawy zwanej guasca i dwóch rodzajów ziemniaków: paramuna i criolla (małe, żółte ziemniaczki). Spożywa się ją z kawałkami awokado, kukurydzy, gęstej śmietany i kaparów.

Kolejną propozycją oryginalnego dla Europejczyka obiadu, będą z pewnością tamales vallunos. Potrawa ta przypomina nasze polskie gołąbki, jednak masa wykonana jest nie z ryżu, ale z mąki kukurydzianej, zielonego groszku, marchewki, kurczaka i wieprzowiny. To wszystko zawinięte jest w soczystozielone liście platana i zagotowywane.

CholaoJako deser, zaproponować mogę cucas – okrągłe, ciasteczka z paneli (czystego cukru z trzciny), sprzedawane na ulicy lub cholao – oryginalny deser z miasta, Jamundí, w przygotowaniu którego specjalizują się ciemnoskórzy mieszkańcy Cali. Sprzedaje się go w okolicach stadionu piłkarskiego w Cali, a wykonany jest na bazie pociętego lodu, zmieszanego z owocami, marmoladą i skondensowanym mlekiem.

Na koniec, należy nam się jeszcze dawka afrodyzjaku, jakim jest chondaduro – pomarańczowy owoc w kszałcie serca, spożywany z solą lub miodem, w zależności od naszego humoru w danym momencie.

Trzęsienia Ziemi

Cali

CaliZapiski z podróży – Cali, Valle del Cauca

Miasto Cali, jak zresztą znaczna część Kolumbii, położone jest na złączeniu płyt tektonicznych. To łączenie przecina terytorium Kolumbii od południowej granicy państwa, biegnąc przez: Pasto, Armenię, Popayán, aż po Cali. Z tego powodu, ten region świata narażony jest na wszelkiego rodzaju kataklizmy, szczególnie trzęsienia Ziemi.

Popayán (stolica departamentu Cauca) ucierpiało w 1983 r. w wyniku silnego trzęsienia Ziemii, Armenia (stolica departamentu Quindío) zaś w roku 1999 została praktycznie zmieciona z powierzchni Ziemii. Ta ostatnia tragedia dotknęła całego regionu kawy.

Obecnie „obudził się” wulkan Galeras, leżący na granicy Kolumbii z Ekwadorem. Kilka dni temu, zatrzęsło w departamencie Nariño, a wczoraj w Popayán. Wyraźnie widać więc, że ruch płyty kieruje się w stronę Cali. Zostaliśmy już teoretycznie przygotowani, co robić w razie wstrząsu.

Continue reading “Trzęsienia Ziemi”

Carantanta i quesillo

Silvia

SilviaZapiski z podróży – Silvia, Cauca

Dziś przeżyłam prawdziwie indiański dzień. Udaliśmy sią do Silvii, w pobliżu której usytuowany jest rezerwat Indian Guambianos. Ta indiańska społeczność liczy około 18 000 osób, które żyją dokładnie tak, jak ich przodkowie: w małych glinianych domkach, które najczęściej podzielone są na dwa pomieszczenia: miejsce do spania i jadalnię połączoną z pokojem, w którym zwykle odpoczywają.

Kobiety zajmują się tkactwem. Wyrabiają z wełny i nici piękne fioletowo-granatowe stroje i torby, zwane mochilas. Mężczyźni polują i zajmują się rybołóstwem w przepływającej przez Guambíę czarno-żółtej (duża zawartość pierwiastków miedzi) rzece Piendamó. Ma ona podobno uzdrawiające właściwości, podobnie jak znajdujące się w pobliżu góry, zwane piramidami, na które należy spojrzeć, stojąc boso na trawie. Mają one napełniać wpatrującą sią w nie osobę magnetyzmem.

Nieodłącznym elementem stroju Indian Guambianos jest okrągły kapelusz, który wyraźnie odstaje od reszty stroju. Z opowieści jednego z mieszkańców Silvii wynika, że cała kolekcja tych kapeluszy zakupiona została w latach 60. od przejeżdżającego przez te tereny Szwajcara. Kapelusz zaakceptowano jako część codziennego stroju, dodając w ten sposób indiańskiemu ubiorowi europejski detal.

Los Guambianos zmarłych członków rodzin zwykli chować na pobliskim, tubylczym cmentarzu. Odwiedzają ich bardzo często, szczególnie kobiety i dzieci, które siadają przy grobach i spożywają tam posiłki. W ten sposób, więź między światem żywych i zmarłych nie zostaje przerwana.

Wyraźny jest w tej społeczności machismo. Panem domu i głową rodziny jest mężczyzna. On o wszystkim decyduje. Często stosuje się też przemoc w rodzinie. Los Guambianos zakładają rodziny w swojej społeczności, niechętnie mieszając się z osobami nie należącymi do ich „rasy”.

Napojem spożywanym w sporych ilościach jest chicha, silny alkohol wytwarzany z kukurydzy. Podstawą pożywienia jest ryż i kukurydza. My również próbujemy tubylczej potrawy: quesillo, tłustego sera i kukurydzianych płatków – indiańskiej carantanty, co w języku jednego z plemion oznacza ´twardy chleb´. 

Z Sylvii wjeżdżam konno do jeziora, usytuowanego między pobliskimi górami. Pięknie tu i jakoś tak monumentalnie. Panuje niezmącona niczym cisza i tylko od czasu do czasu usłyszeć można szum drzew, dźwięk uginających sią od wiatru gałęzi i skrzypienie siodła konia. Wracam spokojna i szczęśliwa…

 

Lekcja pokoju w czasach wojny

Tance

Zapiski z podróży – Loma de la Cruz, Valle del Cauca

TanceUpalna noc. Przy świetle Trzech Krzyży stojących na wzgórzu Cali i Księżyca, który w tej części świata widziany jest odwrotnie (tylko dolna część), wsłuchuję się w rytmy boliwijskiej muzyki „saya”. Obok, dziesiątki młodych ludzi zgromadzonych w ogromnym kole, tańczą na wolnym powietrzu w takt andyjskich melodii, które wygrywa: gitara, quena, tambor, patas de cabra, charango, zampoña.

Tańczą kilkuletnie dzieci i młodzi ludzie. Podskakuje nawet tata z niemowlakiem przewiązanym na piersi. Obok mnie, ciemnoskóra mieszkanka Cali sprzedaje obrane chontaduro (owoc w kształcie serca jedzony z solą lub miodem) i kawałki awokado.

Tańczę i ja, pijana powietrzem, upojona muzyką… Tańczę w indiańskim kole.

Hamakowe popołudnia

Hamak

HamakZapiski z podróży – Cali, Valle del Cauca

Mieszkańcy Cali upalne popołudnia zwykli spędzać w mieszkaniach, odpoczywając w kolorowych, pasiastych hamakach, spokojnie kołysząc się i popijając chłodne soki owocowe. Wieczorami wychodzą z kolei na ogrzane promieniami zachodzącego słońca schody mieszkań i tam odpoczywają. Rozmawiają, śmieją się, plotkują, opowiadają historie i spotykają sią ze znajomymi i sąsiadami.

 

Na fince

Finca

FincaZapiski z podróży – Las Victorias, Valle del Cauca

Korzystając z pięknej i tropikalnej pogody Cali, wybraliśmy się na finkę profesorów Uniwersytetu Santiago de Cali – las Victorias. Ukryta wśród egzotycznych kwiatów: niezliczonych gatunków storczyków, rajskich ptaków, orchidei oraz owocowych drzewek (bananowce, papaje, chirimoje, marakuje, guajawy, guanabany, itd.), otoczona zachodnią kordylierą finka, okazała się być doskonałym pomysłem na spędzenie gorącego popołudnia.

Chłopcy od razu zajęli pobliski plac i pochłonęła ich całkowicie gra w piłkę nożną.  W Kolumbii, jak w większości krajów latynoskich, mali chłopcy uprawiają ten sport bez opamiętania. W popularnych dzielnicach, gra się we wszystkich możliwych miejscach: w parku, na ulicy, na patio. Marzeniem wielu jest zostać Pibe (Pibe Valderrama – piłkarski idol, kolumbijski Maradona). Miłości do futbolu nie tracą nawet wtedy, kiedy są już dorośli. Piłka pozostaje w ich sercach na zawsze. Wielokrotnie obserwowałam Mario, który widząc grupę małych i spoconych chłopców, biegających za szmacianą piłką, wyrywał się do zabawy z nimi.